poniedziałek , 6 grudzień 2021
previous arrow
next arrow
Slider
Fot. Grzegorz Mehring / gdansk.pl

Profil bezdomnego. Kto mieszka w naszych śmietnikach?

– To też są gdańszczanie – rzadko myślimy w ten sposób, ale takie są fakty. Mieszkają w śmietnikach, kanałach, na dworcach. Niektórzy piją denaturat i okropnie śmierdzą. Jak można im pomóc?

Nie wiadomo, co jest bardziej szokujące: czy to, że pan Jarek „mieszka” w śmietniku, czy to, że jest w nim już od trzech lat. A może to, że jego „dom” – posłanie pośród kubłów na śmieci – znajduje się w podwórku przy ul. Piwnej, w samym sercu modnego Gdańska. Tuż obok – roześmiani młodzi ludzie chodzący od klubu do klubu, szpanersko ubrani. Ci z lepszego świata nie mogą nawet przypuszczać, że kiedy oni idą na imprezę, pan Jarek zagradza dużym zielonym koszem na kółkach wejście do śmietnika, żeby mieć spokój, i przykrywa się kołdrą. Radyjko na baterię, grające modne przeboje, ulula go zaraz do snu.

Jednak nie dziś. Bo w piątkowy wieczór, 11 grudnia 2015, odbywa się pomorskie liczenie bezdomnych w tzw. miejscach niemieszkalnych. Akcja przeprowadzana jest w Pomorskiem co dwa lata od 2001 roku: pracownicy społeczni, policja, straż miejska, wolontariusze i tzw. streetworkerzy idą w miasto, rozchodząc się po śmietnikach, altanach, piwnicach, jeżdżą także koleją SKM. Nie tylko liczą bezdomnych; przeprowadzają także ankiety, zadają pytania, chcą stworzyć profil gdańskiego bezdomnego.

Pan Jarek zdążył już ułożyć się do snu, gdy nagle rozlega się pukanie w ściankę kosza na śmieci. Podkomisarz Zbigniew Kowalczyk z gdańskiej policji jest każdorazowo tak samo grzeczny: puka, mówi „dobry wieczór!” i dopiero wtedy zaczyna świecić latarką po wnętrzu. – Przepraszam, robimy badanie! Odpowie pan na kilka pytań? – rzuca w mrok.

Macie fajki?!

Bezdomny przeciera oczy. Chwilę zajmuje mu zorientowanie się, co jest grane. W końcu reaguje: – Tylko założę buty – mówi. Wstaje, podchodzi do nas.

Tego wieczora w mieście jest kilkadziesiąt takich grup, jak nasza. Ja chodzę z podkomisarzem Kowalczykiem, Piotrem Kowalczukiem – wiceprezydentem Gdańska ds. polityki społecznej oraz Moniką Ostrowską z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie (MOPR) w Gdańsku. Ostrowska zadaje bezdomnemu 27 pytań z ankiety; pyta o wiek (56 lat), ile lat mężczyzna jest bezdomny (kilka, od trzech lat mieszka w tym samym śmietniku), chce znać wykształcenie (zawodowe), pyta, czy bezdomny ma dowód osobisty (nie ma), czy korzystał kiedyś ze schroniska (tak, ale nie podobała mu się tam atmosfera, ani szefowa, więc po jednej nocy się wyniósł). Bezdomny mówi, że ma siostrę, ale ona ma piątkę dzieci i swoje kłopoty, więc nie chce jej zawracać głowy. Mężczyzna jest po wypadku, ciężko mu pracować, bo wciąż ma blachy w nogach. Myć się chodzi do kolegi. W sumie nie jest mu aż tak zimno, nie narzeka, nie chce się nikomu narzucać. Zbiera złom, puszki i butelki, czasem pomoże w okolicznych restauracjach, dostanie za to jedzenie; śmietnik, w którym mieszka, też zawsze uprzątnie, więc sąsiadom nie przeszkadza, że w nocy ma tu sypialnię. Czy coś by mu się przydało? – Papieros – mówi. A może dowód osobisty, ubezpieczenie, szansa na wyjście z bezdomności? W sumie może i tak, ale jak to zrobić? On już się przyzwyczaił, nie jest mu aż tak źle.

– A gdyby spotkał pan prezydenta miasta, to co by chciał mu pan powiedzieć? – pyta podkomisarz Kowalczyk, nie mówiąc, że jest z nami wiceprezydent Gdańska.

– Ja już kiedyś prezydenta Adamowicza spotkałem, chwilę z nim pogadałem, dał mi nawet parę złotych na fajki – mówi bezdomny. – Co ja mam od niego chcieć więcej?!

Wiceprezydent Kowalczuk deklaruje zatem, że zorganizuje bezdomnemu podwózkę do miejsca, gdzie będzie można zrobić mu zdjęcie do dowodu osobistego. Może za tym pójdzie dalsza pomoc. Pan Jarek mówi, że gdyby ktoś miał na niego jakiś pomysł, to może jeszcze dałoby się odmienić los i wyjść z bezdomności. Może zacząć od psychologa? Potem żegna się z nami, kładzie pod kołdrami, zasypia w takt muzyki z radyjka. Całe podwórko lśni od jasnego światła padającego z pobliskiej wieży Ratusza Głównego Miasta przy ul. Długiej. Dochodzi do nas śmiech młodych ludzi idących na imprezę, sąsiad z klatki obok wyprowadza psa. – Nie, w ogóle nie przeszkadza nam ten bezdomny – mówi.

Nie mogę zrozumieć, jak to możliwie, że bezdomny śpi od tylu lat w śmietniku tuż pod komisariatem przy ul. Piwnej.

– Każdy ma prawo mieszkać tam, gdzie mu się żywnie podoba, jeśli nie zakłóca ładu – tłumaczy policjant. – Jeśli nie mamy skarg mieszkańców, a nie mamy, a temu człowiekowi coś nie poszło w życiu, to ma prawo tu mieszkać. Nie jest to zakazane. Ci ludzie potrafią współistnieć z lokatorami, utrzymywać czystość w śmietnikach, porządkować podwórka. Rotacja jest duża: ludzie potrafią mieszkać tu kilka lat, albo pięć dni i iść dalej. Każdy ma swoją drogę.

Dajcie, kur.., pospać!

Wcześniej w ten sam piątek, o godz. 19, w budynku ZTM we Wrzeszczu przy ul. Wyspiańskiego odbyła się odprawa wszystkich, którzy biorą udział w liczeniu.

Rozdano ankiety i ulotki, które trafią do bezdomnych: adresy schronisk, noclegowni i tzw. ogrzewalni, przydatnych zwłaszcza w nadchodzącej zimie. „Prysznic i dezynsekcja w środy i soboty, godz. 10-12, ul. Żaglowa 1” – mówi ulotka.

Podkomisarz Kowalczyk ostrzega zebranych: – Jeśli z danym delikwentem kontaktu logicznego nie ma, to zostawić, nie ma co człowieka męczyć. Mogą być pijani, naćpani. Nie prowokujemy, jesteśmy w ich środowisku, nie musimy zbierać za wszelką cenę wszystkich danych.

Po co w ogóle te dane? Pomorskie Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomności wraz z Uniwersytetem Gdańskim po każdym takim badaniu publikuje raport o bezdomności. Raport podaje ilu jest bezdomnych (niestety coraz więcej), w jakim wieku (są coraz starsi), dlaczego skończyli bez domu (coraz więcej ludzi z powodu kłopotów finansowych, coraz mniej uzależnionych od alkoholu). Dlatego ważne są wszelkie dane: płeć, wiek, liczba lat bez domu, miejsce przebywania (dworzec, śmietnik, altanka, klatka schodowa, rury i węzły ciepłownicze, strychy, piwnice). Dzięki temu, jak mówi Karolina Weiner, dyrektor Pomorskiego Forum na rzecz Wychodzenia z Bezdomności, lepiej można wydać pieniądze przeznaczone na pomoc dla nich.

Jeszcze podczas odprawy pytam wiceprezydenta Kowalczuka, czy jego obecność nie jest jakąś pokazówką dla mediów. Kowalczuk, postury niczym były rugbista, w bluzie z kapturem, obrzuca mnie naprawdę groźnym spojrzeniem: – To też są gdańszczanie – mówi. – Bez wiedzy kim są, dobrze im nie pomożemy. Ja nie chcę statystyk od urzędnika, ja chcę mieć rzetelny obraz. Dlatego tam idę.

Bez zbędnego podlizywania się władzy: Kowalczuk, oraz drugi wiceprezydent – Piotr Grzelak, rzeczywiście przez cały piątkowy wieczór chodzili od śmietnika do śmietnika i sami przeprowadzali ankiety wśród czasem podpitych i agresywnych bezdomnych. (- Już, więcej, kur…, nie mogło was przyjść?! Dajcie nam, kur…, spać! – powiedział jeden bezdomny, gdy zobaczył ankieterów, dziennikarza i fotografa.) Ale nie trzeba robić z Kowalczuka bohatera: to duży chłop, który pewnie poradziłby sobie w momencie zagrożenia. Prawdziwymi bohaterkami są filigranowe ankieterki, które odważyły się chodzić po melinach w nocy. Jest ich trzy razy więcej niż mężczyzn. Chodzą w asyście policji, straży miejskiej, Straży Granicznej i Służby Ochrony Kolei.

– Pracownice socjalne mają dużo roboty papierkowej, są obłożone biurokracją, więc co jakiś czas muszą wyjść w teren, zobaczyć jak to wygląda, spotkać tych ludzi i zapytać ich wprost, co jest im potrzebne – mówi Karolina Weiner.

Łatwo do bezdomnych trafić, bo miasto ma już dosyć dokładną mapę miejsc, w których żyją. Dane zbierano z komisariatów, spółdzielni mieszkaniowych, od streetworkerów. Piotr Olech z Wydziału Rozwoju Społecznego UM wyciąga telefon, odpala odpowiednią stronę i pokazuje mi zaznaczone na czerwono miejsca: od starówki po Osowę, wszędzie dużo czerwonych kropek. – Na szczęście zmienia się proporcja bezdomnych mieszkających w schroniskach do tych, którzy są na ulicy – mówi. – Kiedyś było to 50 do 50, teraz 80 procent mieszka w naszych placówkach, a tylko 20 procent na dworcach i śmietnikach.

Ołtarzyk w śmietniku

Konfrontacja ludzi, którzy mają jedzenie, domy i stałe zatrudnienie, z ludźmi, którzy mieszkają po śmietnikach, jest dosyć surrealistyczna. Trafia się na takich, którzy w śmietnikach mają posłania, radyjka, jakieś ołtarzyki ze zdjęciem papieża, przybory kuchenne, budziki, telefony komórkowe. Ot, śmietnikowa namiastka domu. Jak z nimi rozmawiać? – O, widzę, że standard życia się polepszył – powiedział przy mnie ktoś do jednego z bezdomnych. I rzeczywiście: były dwie kołdry, były lepsze ubrania, zapewne w darze od sąsiadów z bloku obok, solidne buty. Żart ratuje ankieterów od popadnięcia w przygnębienie, rozładowuje stres.

Podczas naszego patrolu trafiamy na ludzi, którzy wydają się być o krok od normalnego życia, ale też na denaturowo-alkoholowe patologie, na recydywistów, którzy dopiero co wyszli z pudła, i którzy wyglądali, jakby szybko chcieli do niego wrócić.

– Po co tym ludziom w ogóle pomagać? – pytam brutalnie Karolinę Weiner. – Pewnie piją i nie chce im się wziąć za uczciwą robotę.

– Po pierwsze państwo ma ustawowy obowiązek pomocy takim ludziom – tłumaczy Weiner. – Po drugie to jednak potrzeba serca, podzielenia się tym co mamy, z tymi, którzy nie mają nic. A po trzecie bezdomni sporo nas wszystkich kosztują, więc lepiej, żeby stali się produktywną częścią społeczeństwa. Utrata swojego domu może spotkać każdego, życie bywa zaskakujące i okrutne. Pan może zachorować na schizofrenię, stracić pracę, nie móc spłacić kredytu, rodzina może się panu rozpaść, dzieci od pana odwrócić. Lepiej wiedzieć, że ludzie wokół nie pozostaną bezczynni, że będą starali się pomóc.

Piotr Olech: – To stereotyp, że to alkoholicy. Często to jest proces stopniowy: kogoś zostawiła żona i stracił pracę, załamał się, stracił mieszkanie. Najpierw mieszkasz kątem u znajomych, potem na działce, a potem na ulicy. To się może przydarzyć nawet wykładowcy akademickiemu. Najgorsze jest to, że człowiek potrafi do wszystkiego przywyknąć. Ludzie potrafią dostosować się do najstraszniejszych warunków, które po jakimś czasie wydają im się normalne.

Ul. Sukiennicza: wiceprezydent Kowalczuk i podkomisarz Kowalczyk przeprowadzają ankietę. Fot. Grzegorz Mehring / gdansk.pl
Ul. Sukiennicza: wiceprezydent Kowalczuk i podkomisarz Kowalczyk przeprowadzają ankietę.
Fot. Grzegorz Mehring / gdansk.pl

– A co z wolnymi ptakami? – pytam. – Niektórzy podobno tak wolą?

– Nie spotkałem nigdy nikogo, kto by sam świadomie wybrał bezdomność – mówi Olech. – To maska. Ciężko się im przyznać, że zniszczyli swoje małżeństwo, swoje dzieci, doprowadzili do ruiny swoje życie zawodowe…

Jak można im pomóc? Bezdomni mogą liczyć w Gdańsku na kompleksową pomoc: od łóżka, prysznica i ciepłego posiłku po tzw. mieszkanie treningowe, gdzie przydzielony asystent pilnuje, by ponowne wyjście na prostą powiodło się. W Gdańsku większość schronisk pomaga mężczyznom, bo jest ich więcej wśród bezdomnych. Kobiety, jak tłumaczy Karolina Weiner, trafiają na ulicę głównie z powodu przemocy domowej, uciekając z dziećmi od bijących je mężów, i powrót do normalności jest w ich przypadku łatwiejszy. Rocznie na opiekę nad bezdomnymi Gdańsk wydaje około 5,7 miliona złotych.

Chce „do Sreberka”

W kolejnym odwiedzanym przez nas śmietniku okrutnie śmierdzi. Pijana kobieta próbuje nam coś zakomunikować, a pod kocami w kącie leżą dwaj (!) pijani mężczyźni. Obraz nędzy i rozpaczy. Wiceprezydent Kowalczuk stara się zrozumieć odpowiedzi. Jeden z mężczyzn, nawet nie wychylając głowy spod koca, krzyczy, że on chce do „Sreberka” [szpital na Srebrzysku – red.], na odwyk i zaszycie. Był rzeźnikiem, operatorem aparatury spożywczej, potem TIR-owcem. A potem już tylko alkoholikiem. Opowiada o swoim życiu, o zmarłej żonie, dzieciach, których nie widział od lat. Ma na imię Sebastian. Drugi mężczyzna, jak zauważa podkomisarz Zbigniew Kowalczyk, to „niezły elemencik i świeżynka”, czyli nowy w tym rejonie. Rzeczywiście, właśnie wyszedł z więzienia w Kwidzynie. Kobieta, która dotąd bełkotała, nagle mówi z sensem: – Chciałabym pokoiczek z kucheneczką. Albo chociaż daszek nad głową. Bo ten w śmietniku obcięli, a teraz pada deszcz i śnieg…

– Czy tym ludziom w ogóle można jeszcze pomóc? – zastanawiam się. – Są bezdomni od kilkunastu lat. Chyba przywykli, codziennie niszczy ich picie, mają pewnie nieodwracalne zmiany psychiczne…

– Chciałbym wierzyć, że tak – mówi Karolina Weiner. – Trzeba im dać alternatywę. Chciałbym wierzyć, że nasza pomoc może być skierowana do każdego: jednym potrzeba tylko ławki na noc, innym terapii, jeszcze innym zdjęcia do dowodu. Ale mam nadzieję, że dla każdego możemy zrobić coś dobrego.

W piątek, 11 grudnia, w Gdańsku udało się przeprowadzić ankiety ze 120 osobami w tzw. miejscach niemieszkalnych.

źródło: gdansk.pl

Zobacz również

Parada Niepodległości 2021 coraz bliżej. Sprawdź co się szykuje na 11 listopada

Parada Niepodległości powraca! Wprawdzie z wieloma covidowymi ograniczeniami, ale jednak się odbędzie. 11 listopada w …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *