
Lumpeksy już wiele lat temu opanowały Polskę. Początkowo wstydem było robienie tam zakupów, ale po informacji, że częstym gościem second handów jest Kayah – podejście Polek do shoppingu w lumpeksie zmieniło się diametralnie.
– To po prostu przyjemność wyszukać coś unikatowego, markowego i za grosze – mówi Marta, 22-letnia studentka z Gdańska. – Lubię wyglądać dobrze, ale nie chcę tracić większości swojego miesięcznego budżetu na ciuchy – dodaje.
Martę spotkałam w lumpeksie przy ul. Żwirki i Wigury. Dziś jest absolutny szał, gdyż wszystkie rzeczy, niezależnie od wcześniejszej wyceny kosztują 3 złote.
– Kupisz gdzieś nowy sweter od Dorothy Perkins za 3 zeta? – Marta śmieje się i wrzuca ubranie do torby z zakupami. Ma w niej także bluzkę Atmosphere, spódnicę tej samej marki i marynarkę NEXT’a.
Kiedy przychodzi czas płacenia potwierdza się to, co mówiła moja rozmówczyni. Każda z rzeczy kosztuje 3 złote, a Marta za torbę ubrań płaci 12 złotych.
– Nie kręcą mnie zakupy za setki złotych. Zawsze kochałam marki, ale z dzisiejszym rozumem wolę zapłacić dwie dychy za siatkę ubrań niż 200 złotych za żakiecik w galerii handlowej.
To, co najczęściej odstrasza od lumpeksów to poplamione ubrania, a także wielka ilość ciuchów. Nie każdy potrafi wyszukiwać „perełki”, a wielu zwyczajnie brakuje cierpliwości.
– Musiałam się tego nauczyć. Sprawdziła się moja teoria, że idę do second handu w poszukiwaniu konkretnych rzeczy. Decydowałam, że chcę kupić np. spódnicę i jej właśnie szukałam. Jeśli przy okazji w rękę wpadło mi coś, co zasługiwało na uwagę to również trafiało do mojego koszyka z zakupami.

Na Zaspie lumpeksów nie brakuje. Znajdują się praktycznie na każdej ulicy i każdego dnia przewija się w nich masa ludzi. Największe oblężenie następuje zawsze tuż po dostawie, a także tego dnia, kiedy ciuchy można kupić najtaniej.
Kayah kiedyś powiedziała, że debilnie się czuje kiedy ma na szmatę wydać majątek. – Zrozumiałam jej słowa po mojej pierwszej wizycie w lumpeksie. Nagle okazało się, że mogę dobrze wyglądać wydając dychę, a nie połowę mojego stypendium. Szafa pęka w szwach, a ja nie muszę oszczędzać na innych rzeczach – śmieje się Marta.
Pokonując trasę od ul. Żwirki i Wigury do ul. Pilotów naliczyłam pięć lumpeksów i w każdym z nich widziałam tłumy ludzi. Mija era galerii handlowych? Chcemy być oryginalni? A może na świecie jest zbyt dużo biedy, by wydawać grube pieniądze na ubrania?
Zaspa24.PL Gdańsk lokalnie. Źródło informacji dla dzielnicy Gdańsk Zaspa