previous arrow
next arrow
Slider
fot. Natajka

Słodki grzech

fot. archiwum prywatne Natalii
fot. archiwum prywatne Natalii

Co zrobić kiedy mamy wielką ochotę na coś słodkiego, ale koniecznie chcemy uniknąć kalorii? Możemy pomyśleć o ręcznie robionej biżuterii, która cieszy oko i jest swoistym dziełem sztuki. O „słodkiej” pasji rozmawiamy z Natalią Burycz, założycielką firmy NATAJKA.

Lubi Pani słodycze?

Bardzo! Nie ma dnia, żebym nie sięgnęła do barku po czekoladę, batona czy inny smakołyk (uśmiech)

Skąd pomysł, aby tworzyć biżuterię przypominającą słodkości?

Pomysł zrodził się całkiem spontanicznie… tworzeniem biżuterii w ogóle zajmuję się od grudnia 2007 r. 4 lata temu, kiedy przygotowywałam się do obrony swojej pierwszej pracy licencjackiej, szukałam sobie wszelkich zajęć byle tylko się nie uczyć. Kiedy mój pokój już lśnił czystością, miałam porządek zrobiony w każdym możliwym kącie, szperałam po zagranicznych sklepach internetowych w poszukiwaniu nowych półfabrykatów i inspiracji do tworzenia biżuterii. Tak trafiłam na tego typu ozdoby, jednak nie było mnie stać na wydatek rzędu kilkudziesięciu dolarów za parę kolczyków czy bransoletkę. Postanowiłam zacząć robić tego typu rzeczy sama, szukałam niezbędnych materiałów, jakichś filmików instruktażowych w Internecie, dowiadywałam się co i z czego można zrobić. Pierwsze niezbędne półfabrykaty sprowadzałam z najdalszych zakątków świata, m.in. z Tajlandii, Japonii, USA, Francji, gdzie regularnie robię zakupy po dziś dzień.

fot. Natajka
fot. Natajka

Jak rozpoczął się Pani „słodki biznes”? Kto był pierwszym odbiorcą Pani oferty?

Na początku mojej przygody ze słodką biżuterią tego typu ozdoby były nowością na polskim rynku. Były może dwie-trzy osoby, które tworzyły podobne rzeczy, także zainteresowanie od samego początku było bardzo duże. Na początku brałam udział w kiermaszach rękodzieła na moim uniwersytecie, gdzie kontynuowałam studiowanie dwóch kierunków jednocześnie. Kiedy zainteresowanie moimi wyrobami przerosło moje najśmielsze oczekiwania, postanowiłam założyć własną firmę i spróbować sprzedawać swoje prace. Przez lata udało mi się zdobyć rzeszę stałych klientów i wypracować bardzo pozytywny wizerunek mojej firmy, nie tylko w kraju, ale i za granicą. Na dzień dzisiejszy, poza rynkiem krajowym, współpracuję ze sklepami i galeriami w Niemczech, Londynie, Grecji, mam też stałych klientów z Francji, USA, Portugalii a nawet Australii (uśmiech)

Czy praca daje Pani radość? Co jest najmilsze w tej działalności?

Nie wyobrażam sobie abym obecnie miała zajmować się zawodowo czymś innym! Tworzenie biżuterii i słodkich gadżetów to dla mnie już nie tylko hobby i pasja, ale i sposób na życie, łączę więc przyjemne z pożytecznym. Dzięki temu co robię poznałam mnóstwo fantastycznych i zdolnych osób, nawiązałam ciekawe współprace z blogerkami i firmami (np. Orbit, Verbena, Big-Acive), miałam przyjemność wystąpić w TVP2 w programie „Pytanie na Śniadanie”, gdzie tematem była właśnie biżuteria jedzeniowa. Ale największą satysfakcję dają mi pozytywne komentarze i oceny otrzymanych produktów od moich Klientów. Nic nie zastąpi wiadomości zwrotnej od zadowolonego i pełnego uznania dla mojej pracy Klienta.

Namawia Pani innych do prowadzenia swoich biznesów opartych na pasji czy to raczej ciężki kawałek chleba?

Trzeba przede wszystkim mieć pomysł na siebie i na to, co chce się robić, zwłaszcza przy tak ogromnej konkurencji na rynku rękodzieła w Polsce, z jaką mamy dzisiaj do czynienia. Nigdy nikomu nie odradzałam zakładania własnej działalności, wręcz przeciwnie. Sama też pomogłam kilku osobom, które tak jak ja na początku nie miały zielonego pojęcia co i jak. Dzieliłam się swoimi doświadczeniami i wiedzą, tu poniekąd też przydały mi się skończone studia magisterskie na Wydziale Ekonomi. Ważne jest, aby „trafić w rynek”, umieć się promować i trafić w gust odbiorców.

Plany na najbliższy czas?

Póki co chcę jak najszybciej uporać się z ukończeniem drugiego kierunku studiów i obroną tytułu magistra z Filologii Angielskiej, w międzyczasie remontujemy z mężem niedawno kupione mieszkanie. Jest to sprawa istotna nie tylko z punktu widzenia naszego pierwszego wspólnego własnego „M”, ale i dlatego, że w tym mieszkaniu w końcu będę miała swoją pracownię „z prawdziwego zdarzenia” (śmiech) Jej projekt już jest, w trakcie wykonywania są zamówione meble, a ja gromadzę kolejne elementy wyposażenia. Chcę też w dalszym ciągu rozwijać swoją działalność, poszerzać asortyment i grono zadowolonych Klientów mojej firmy, zarówno w kraju jak i za granicą.

Życzę w takim razie powodzenia i trzymam kciuki za realizację wszystkich planów!

KG / zaspa24.pl

About Kasia

Zobacz również

Zadbaj o siebie na wiosnę. Bezpłatna mammografia w Galerii Zaspa

Profilaktyczne badanie piersi jest bezbolesne i może uratować życie. Dlatego warto zapisać się na nie już …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *